15 października 2021

Beata Dyko

Judyt Wojująca

W szkole słuchania

Chciałabym poruszyć temat, który nie należy do łatwych. Dlaczego? Dlatego, że w dzisiejszym świecie „słuchanie” nie jest równoznaczne z „usłyszeniem”, czy w konsekwencji zrozumieniem i przyjęciem tego, kto do nas mówi. Nie mówię już o perspektywie słuchania Boga.

„Pierwszą przysługą, jaką jesteśmy winni naszemu bliźniemu, jest słuchanie go: tak jak Boża miłość zaczyna się od słuchania Jego Słowa. Tak więc początkiem miłości względem brata jest umiejętność słuchania go. Bóg nie tylko daje nam Swoje Słowo, ale także chce nas słuchać. Podobnie dziełem bożym jest zdolność słuchania swojego brata. Chrześcijanie, a zwłaszcza kaznodzieje, kiedy znajdują się w jego obecności, często wierzą, że zawsze muszą „ofiarować” coś innym. Uważają to za swoje jedyne zadanie, zapominając tym samym, że słuchanie może być służbą o wiele większą niż mówienie. Wielu ludzi szuka kogoś, kto byłby gotowy ich słuchać, ale nie znajdują go wśród chrześcijan, ponieważ oni mówią również tam, gdzie powinni słuchać… Ci, którzy nie potrafią słuchać długo i cierpliwie, będą mówić bez zwracania na drugiego uwagi, aż wreszcie przestaną go zauważać. Kto wierzy, że jego czas jest zbyt cenny, by stracić go na słuchanie bliźniego, nie będzie miał nigdy czasu dla Boga i dla swojego brata, lecz tylko zawsze dla siebie, dla własnych słów i dla swoich planów.” (Dietrich Bonhoeffer 1938)

To podstawa, bo wyjście do drugiego człowieka, oznacza przede wszystkim spotkanie się z nim, wysłuchanie, poznanie, które powinno zaowocować relacją opartą na solidnych fundamentach. Wzorem do naśladowania w zakresie słuchania jest Maryja. Jest taka ikona Maryi z palcem na ustach, która dla mnie jest niesamowita ikona, a która mówi mi, że trzeba słuchać. Jednak tego też trzeba się uczyć. Maryja przecież słuchała wszystkiego i rozważała w swoim sercu. Słuchanie kogoś wymaga od nas poświęcenia naszego czasu. Zapomnienia o sobie i skupieniu się na drugim człowieku. Naszego zainteresowania osobą, która jest naprzeciwko nas. Słuchanie samo w sobie jest czymś trudnym. Papież Franciszek 5 stycznia 2017 r. mówił, że trzeba mieć „Cierpliwość: słuchać, tak by (osoby) czuły się jak w domu, czuły się przyjęte; czuły, że chcemy da nich dobrze.” a św. Jan Bosko mówił, że: „Jedna godzina cierpliwości więcej znaczy niż cały dzień postu”. Czyli tak naprawdę, aby słuchać kogoś, musimy nauczyć się tej sztuki i to nasze doświadczenie, bycia wysłuchanym może nam w tej nauce pomóc. Koniecznym warunkiem też jest milczenie. Prawdziwa komunikacja wymaga ciszy. Tylko ci, którzy zapominają o sobie, mogą otworzyć się na innych. Musimy drugiego człowieka rozpoznać jako dar, bez żadnych uprzedzeń, zapominając o sobie samych, swoich pragnieniach, by być w centrum uwagi, by zostawić swój egocentryzm i narcyzm. Chrystus „ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi” (Flp 2,7), uczynił miejsce, aby przyjąć ludzkość, człowieka, w jego całokształcie piękna i grzechu.

„Aby zrozumieć kogoś, jest konieczne by wejść w jego wszechświat, patrzeć jego oczami, usłyszeć jego uczucia, być z nim we współodczuwaniu i w sympatii. Powinno się chwilowo porzucić swoje uprzedzenia, własne skłonności, pomysły, rodzinny krajobraz. Wszystko co sprawia, że nasza uwaga ulega selektywnej filtracji od tego co przychodzi od drugiej osoby, co wpływa na obraz jaki o niej mamy. Należy odłożyć na bok wszelkie troski, aby dotrzeć do samego siebie, do ciekawości i krytyki.” (Kartuz, Droga prawdziwego szczęścia. Błogosławieństwa fundamentem pokoju wewnętrznego, Paolini, Mediolan 2005.)

Konsekwencją autentycznego słuchania jest zaufanie i oczekiwanie, pragnienie kroczenia z drugim i wzajemne rozważanie dotyczące sfery duchowej, w której Bóg może objawiać swoją wolę. Swobodne mówienie i uczenie się nazywania rzeczy po imieniu, pozwala na odczytywanie naszego życia z większą świadomością. Potrzeba czasu, cierpliwości, prawdziwego zainteresowania, głębokiego dobra, prawdziwego przyjmowania tych, którzy stoją przed nami. Jak sami widzicie, słuchanie drugiej osoby to w pierwszej kolejności praca nad samym sobą.Wracając do Maryi, od której możemy się uczyć tego, w jaki sposób słuchać, chciałabym zacytować Papieża Franciszka, który pokazuje nam 3 konkretne słowa dotyczące życia Maryi a które bardzo mocno są związane z naszym tematem:

„1. Słuchanie. Skąd pochodzi gest Maryi, by iść zobaczyć się z jej krewną Elżbietą? Z jednego ze słów Archanioła Bożego: „A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna…” (Łk 1,36). Maryja wie, jak słuchać Boga. Uwaga: to nie jest tylko proste „słuchanie”, płytki posłuch, lecz „słuchaniem” naznaczonym uwagą, przyjęciem, otwartością na Boga. Bez rozproszenia, z którym czasami stajemy wobec Pana lub innych: słyszymy słowa, ale tak naprawdę nie słuchamy. Maryja jest uważna na Boga, słucha Boga.Maryja słucha także faktów, czyli czyta wydarzenia z jej życia, jest uważna na konkretną rzeczywistość i nie zatrzymuje się na powierzchni, ale idzie w głąb, aby uchwycić znaczenie. Krewna Elżbieta, która jest już w podeszłym wieku, spodziewa się dziecka: to jest fakt. Maryja jest wrażliwa na znaczenie, potrafi zrozumieć: „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego” (Łk 1,37) Odnosi się to również do naszego życia: słuchanie Boga, który przemawia do nas, i słuchanie codziennej rzeczywistości, zwracanie uwagi na ludzi, na fakty, ponieważ Pan jest u drzwi naszego życia i puka na wiele sposobów, On ukazuje znaki na naszej drodze; w życiu.

2. Drugie słowo: decyzja. Maryja nie żyje „w pośpiechu”, ale, jak podkreśla św. Łukasz, „rozważała wszystko w swoim sercu” (Łk 2,19.51). Nawet w decydującym momencie Zwiastowania pyta Anioła: „Jak się to stanie?” (Łk 1,34). Nie zatrzymuje się nawet w momencie refleksji; robi krok naprzód: decyduje. Nie żyje w pospiechu, ale tylko wtedy, gdy jest to konieczne, „idzie z pośpiechem”. Maryja nie daje się porwać wydarzeniom, nie unika trudu decyzji. Dzieje się to zarówno w jej podstawowym wyborze, który zmieni jego życie: „Oto ja służebnica Pańska…” (por. Łk 1,38), ale również w wyborach codziennych, również mających bogate znaczenie. Przypomina mi to epizod z wesela w Kanie (J 2,1-11): widzi tutaj rzeczywistość, ludzkość, konkretność Maryi, która jest uważna na fakty, problemy; widzi i rozumie trudności tych dwóch młodych nowożeńców, którym zabrakło świątecznego wina. Maryja rozważa i wie, że Jezus może coś zrobić i postanawia zwrócić się do Syna by zainterweniował: „Nie mają już wina” (por. w. 3). W życiu trudno podejmować decyzje, często mamy tendencję do ich odkładania, aby inni decydowali na naszym miejscu. Często wolimy dać się ponieść wydarzeniom, podążać za modą chwili. Czasem wiemy, co musimy zrobić, ale nie mamy odwagi, albo wydaje się to zbyt trudne, ponieważ oznacza przeciwstawienie się prądowi. Maryja w Zwiastowaniu, w Nawiedzeniu, na weselu w Kanie, idzie pod prąd.  Maryja idzie pod prąd. Słucha Boga, rozważa, stara się zrozumieć rzeczywistość i postanawia powierzyć się całkowicie Bogu, decyduje się na odwiedzenie starszej krewnej, mimo, że była w ciąży, decyduje nalegając zawierzyć Synowi by ratować radość wesela.           

3. Trzecie słowo: działanie. Maryja wyruszyła w podróż i „poszła z pośpiechem …” (Łk 1,39). W ostatnią niedzielę podkreśliłam ten sposób działania Maryi: pomimo trudności, krytyki, którą otrzymała za decyzję o wyruszeniu, nie zatrzymuje się. I tutaj idzie z „pośpiechem”. W modlitwie, przed Bogiem, który mówi, w refleksji i medytacji nad faktami z jej życia, Maryja się nie spieszy, nie pozwala się na chwilę oderwać, nie pozwala się porwać przez wydarzenia. Ale kiedy jest jasne, czego Bóg od niej wymaga, nie ociąga się, nie zwleka, ale idzie „z pospiechem”. Święty Ambroży tak komentuje: „łaska Ducha Świętego nie znosi powolności” (Expos., Evang., Sec. Lucam, II, 19: PL 15,1560). Działanie Maryi jest konsekwencją jej posłuszeństwa wobec słów anioła, zjednoczona w miłości: udaje się do Elżbiety, aby jej służyć. To oznacza wyjście z domu, z samego siebie, z miłością, przynosi to, co ma najcenniejsze: Jezusa; przynosi Syna.Czasami nawet my przystajemy by słuchać, zastanawiamy się nad tym, co powinniśmy zrobić, być może musimy również podjąć jasną decyzję, ale nie dokonujemy przejścia do działania. Przede wszystkim nie angażujemy się, idąc „z pośpiechem” do innych, by przynieść im naszą pomoc, nasze zrozumienie, naszą miłość, aby przynieść, tak jak Maryja, to co otrzymaliśmy najcenniejszego, Jezusa i Jego Ewangelię, słowem, a przede wszystkim konkretnym świadectwem naszego postępowania. Maryja, niewiasta słuchająca, od decyzji do działania”. (Papież Franciszek, Plac św. Piotra, maj 2013)

Papież Franciszek przypomina nam o tym, jak ważne jest nasze zaangażowanie. Słuchanie wymaga bycia otwartym na przyjęcie drugiego, czyli gotowym do tego by „być dotkniętym” doświadczeniem jego życia. 

Widzicie sami, że wcale nie jest proste słuchanie i usłyszenie drugiego człowieka, ale nie jest to niemożliwe. Wystarczy, że będziemy brać przykład z Maryi i sami otworzymy się na łaskę Ducha Świętego, prosząc Go, by otwierał nasze uszy, nasze oczy i wspomagał nas w tej sztuce słuchania naszych braci i sióstr.Niech Matka Boża Słuchająca wspiera nas w tej szkole słuchania Boga i drugiego człowieka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *