Z głębokości wołam do Ciebie, Panie, 
o Panie, słuchaj głosu mego! 
Nakłoń swoich uszu 
ku głośnemu błaganiu mojemu! 
Jeśli zachowasz pamięć o grzechach, Panie, 
Panie, któż się ostoi? 
Ale Ty udzielasz przebaczenia, 
aby Cię otaczano bojaźnią. 
W Panu pokładam nadzieję, 
nadzieję żywi moja dusza: 
oczekuję na Twe słowo. 
Dusza moja oczekuje Pana 
bardziej niż strażnicy świtu. 
(Ps.130)

Po śmierci ks. Janusza, ks. Luigino, siostry Alix 15 października 2021 roku, odszedł do domu Ojca, brat Roman Płatek. Był Cichym Pracownikiem Krzyża w gałęzi życia w rodzinie i na co dzień mieszkał we Wrocławiu.

W 2008 roku przeżywał swoją konsekrację i to właśnie wtedy oddał całkowicie swoje życie Bogu przez ręce Maryi, aby służyć drugiemu człowiekowi, szczególnie temu cierpiącemu.

Wszyscy pamiętamy br. Romana zawsze ubranego w marynarkę i krawat, nota bene – na każdy dzień inny Podchodził do każdego z szacunkiem, wielką kulturą osobistą, uprzejmością i uśmiechem. 

W ostatnich miesiącach został u niego zdiagnozowany nowotwór i to włąsnie był moment, w którym rozpoczął swoją drogę z Jezusem na Kalwarię do Zmartwychwstania. Wchodząc coraz głębiej w cierpienie, nie przestawał wzywać Pana i ofiarować się Mu za zbawienie wszystkich ludzi.

A jakim był Roman w moich oczach? Nie ukrywam, że czas choroby zbliżył nas jeszcze bardziej do siebie, dzięki bardzo częstym i długim rozmowom telefonicznym, które czasami były bardzo trudne, bo tyczyły się wieczności, śmierci, jego cierpienia i złego samopoczucia. Jak sam mówił: teraz sam wie, co to znaczy cierpienie fizyczne, niemożność wychodzenia z domu na Mszę itd.

Pomimo wszystko, ostatnie nasze rozmowy pełne były radości, pogodzenia się z chorobą, chociaż miał też dni pełne cierpienia i bólu…podczas naszej ostatniej rozmowy powiedział mi, że jeśli przyjdzie mu odejść to odejdzie szczęśliwy, bo miał dobre życie. Powiedział, że oddał swoje życie Bogu, służył drugiemu człowiekowi jak umiał najlepiej, był w wielu miejscach w Polsce i zagranicą, grał w filmach, poznał świat aktorów i sam się nim stał… jego mała rola w „Papuszy”, w serialu na TVP 1, w „Lombardzie. Życie pod zastaw” i wielu innych. 

Romku dziś wiem, że wszędzie tam, gdzie bywałeś zostawiałeś swój ślad w sercach nowo poznanych ludzi. W tych dniach po Twojej śmierci, czytam te wszystkie komentarze, świadectwa o Tobie i wiem jedno. Byłeś niesamowitym człowiekiem, ważnym dla bardzo wielu ludzi. Odchodząc mogłeś spokojnie powiedzieć za św. Pawłem: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem”. Wierzę, że Pan z pewnością dał Ci już wejść do Królestwa Niebieskiego. 

Do końca życia zostanie mi w pamięci Twoja autentyczna i głęboka radość z możliwości otrzymania sakramentów: sakramentu namaszczenia chorych, spowiedzi i przyjęcia Pana Jezusa, których udzielił Ci nasz ks. Wojciech.  

Twój telefon do mnie, po ich przyjęciu i Twoja wdzięczność pokazały mi, że choćby nie wiadomo, jak się skończył ten czas choroby dla Ciebie, Ty sam masz świadomość tego, że jesteś w dobrych rękach, bo to są ręce Boga a Ty jesteś gotowy na wszystko. Sam zresztą o tym mi mówiłeś przy każdej rozmowie. 

Dziś już jesteś z tymi, którzy opuścili nas w tym roku: Twoim tatą, ks. Januszem, ks. Luigino, s. Alix i wieloma innymi, którzy już dawno są w niebie.

 Wierzę, że będziesz czuwał nade mną, ale też nad nami wszystkimi, uśmiechał się z nieba a w razie czego szturchniesz mnie delikatnie i powiesz: „Dbaj o siebie, Beatko, bo masz wiele do zrobienia a serce masz jedno”. Te słowa powiedziałeś mi na koniec naszej ostatniej rozmowy i obiecuję, że będę dbała o siebie a Tobie dziękuję za świadectwo bycia blisko Pana, nie tylko kiedy czułeś się dobrze, ale w sposób szczególny, teraz, w tym najtrudniejszym czasie choroby, kiedy nie było Ci łatwo. 

I wiesz co… w moich oczach byłeś i pozostaniesz osobą z uśmiechem na twarzy, nie narzucającą się, ale pamiętającą o wszystkich, w sposób szczególny w modlitwie różańcowej… o tym też rozmawialiśmy ostatnimi czasy…. 

Romku. Dziękuję za wszystko… nie mówię żegnaj…, ale do zobaczenia w Niebie.

Odpoczywaj w pokoju wiecznym. Amen

(tekst ukaże się w najnowszej Kotwicy)