15 października 2021

Beata Dyko

Judyt Wojująca

Powiedz – TAK

Podczas 34 Światowych Dni Młodzieży w Panamie Papież Franciszek zachęcał młodych zebranych w Metro Park na modlitewnym czuwaniu do powiedzenia Bogu „TAK”, „niech mi się stanie” tak jak odpowiedziała Maryja w czasie Zwiastowania. 

„Powiedzenie Panu „TAK” to odwaga, by przyjąć życie takim, jakim jest, wraz z całą jego kruchością i małością, a często nawet ze wszystkimi jego sprzecznościami i brakiem sensu”.

Pan Bóg zaprasza każdego z nas do przepięknej historii miłości. On pierwszy wychodzi nam na spotkanie i czeka na naszą odpowiedź. „Tak zaskoczył Maryję i zaprosił Ją do udziału w tej historii miłości. Niewątpliwie młoda dziewczyna z Nazaretu nie pojawiła się w ówczesnych „sieciach społecznościowych”, nie była „wpływową”, ale ani tego nie chcąc, ani nie szukając, stała się kobietą, która miała największy wpływ na historię.” 

Często zastanawiamy się czy ona się bała? Co sobie myślała? Przecież była młodą dziewczyną. A jednak powiedziała „niech mi się stanie”.

Było to „tak” osób, które chcą się zaangażować i podjąć ryzyko, które chcą postawić wszystko na jedną szalę, bez innych gwarancji, niż pewność, że niosą obietnicę. Niewątpliwie miała trudną misję, ale trudności nie były powodem, by powiedzieć „nie”. Z pewnością jawiły się komplikacje, ale nie te same komplikacje, które pojawiają się, gdy paraliżuje nas tchórzostwo z powodu braku jasności i bezpieczeństwa. „Tak” i chęć służenia były silniejsze, niż wątpliwości i trudności.”. 

Jak często bijemy się z myślami, kiedy mamy podjąć ważną decyzję, kiedy Pan Bóg stawia przed nami wybór i czeka na to, byśmy tak jak Maryja, dokonali wyboru. Wydaje mi się, że postawa Maryi, jej wiara, pokora i posłuszeństwo były tymi filarami, które pomogły jej w podjęciu tej decyzji. Mamy z kogo brać przykład. Jak mówił Bł. Luigi: „Maryja, nie pyta, dlaczego?” Ona pyta jak to się stanie i po usłyszeniu odpowiedzi padają słowa, które są dla nas tak ważne, bo dzięki temu „Tak” – „niech mi się stanie” narodził się Jezus. Ten, który z Miłości do każdego i każdej z nas oddał swoje życie, byśmy my mogli żyć na wieki. 

„Wielu ludzi młodych, na wzór Maryi podejmuje ryzyko i stawia wszystko na jedną szalę, kierując się obietnicą. Dziękuję Eriko i Rogelio za złożone przez was świadectwo. Podzieliliście się swoimi lękami, trudnościami i wszystkimi zagrożeniami, z jakimi się borykaliście się oczekując na narodziny waszej córki, Inés. W pewnym momencie powiedzieliście: „Nas rodziców z różnych powodów wiele kosztuje zaakceptowanie narodzin dziecka z jakąkolwiek chorobą lub niepełnosprawnością” – to jest prawdziwe i zrozumiałe. Ale zaskakujące było to, gdy dodaliście: „Gdy urodziła się nasza córka, postanowiliśmy ją kochać z całego serca”. Zanim się narodziła, w obliczu wszystkich wiadomości i pojawiających się trudności, podjęliście decyzję i powiedzieliście jak Maryja „niech nam się stanie”, postanowiliście ją pokochać. Wobec życia waszej kruchej, bezbronnej i potrzebującej córki, odpowiedź brzmiała „tak” i oto mamy Inés. Wierzyliście, że świat jest nie tylko dla silnych!”

Zapytajmy się rodziców dzieci z niepełnosprawnościami, czy historia Eriko i Rogelio nie jest im bliska? Co było ich motywacją do tego, aby powiedzieć „niech mi się stanie”, że postanowili przyjąć i pokochać swoje chore dziecko? Z pewnością był w nich lęk, strach, przerażenie, ból… a jednak dzieci narodziły się…jedne żyją krócej, inne dłużej, ale wierzę w to, że każde z tych dzieci, dla rodziców to najcenniejszy skarb i żyją one właśnie dzięki ich odwadze, determinacji i wierze, które potrzebne są do powiedzenia Bogu „TAK”.

„Powiedzenie Panu „tak” to odwaga, by przyjąć życie takim, jakim jest, wraz z całą jego kruchością i małością, a często nawet ze wszystkimi jego sprzecznościami i brakiem sensu. Oznacza przyjęcie naszej ojczyzny, naszych rodzin, naszych przyjaciół, takich, jakimi są, także z ich słabościami i małostkowością. Przyjęcie życia ukazuje się także, kiedy akceptujemy to wszystko, co nie jest doskonałe, czyste lub przefiltrowane, ale tym niemniej warte jest miłości. Czy ktoś z tego powodu, że jest niepełnosprawny lub wrażliwy, nie jest godny miłości? Czy ktoś, kto jest cudzoziemcem, jest chory czy w więzieniu, nie jest godny miłości? Tak czynił Jezus: wziął w ramiona trędowatego, ślepca i paralityka, objął faryzeusza i grzesznika. Objął łotra na krzyżu, a nawet uściskał i przebaczył tym, którzy Go krzyżowali. Dlaczego? Ponieważ tylko to, co się miłuje może być zbawione. Tylko to, co bierze się w ramiona, może zostać przekształcone. Miłość Pana jest większa niż wszystkie nasze sprzeczności, kruchości i małości, ale właśnie poprzez nasze sprzeczności, kruchości i małostkowości chce On napisać tę historię miłości. Jak trudno jest czasami zrozumieć miłość Boga! Ale jak wielkim darem jest świadomość, że mamy Ojca, który bierze nas w ramiona niezależnie od wszelkich naszych niedoskonałości!”

Patrząc na nasze życie, na środowiska, w których żyjemy możemy zauważyć, jak bardzo w dzisiejszych czasach brakuje tej bezwarunkowej miłości, jak wiele jest obojętności, oziębłości. Jak wielu ludzi, zwłaszcza tych z peryferii miast, tych najuboższych, chorych, starszych czuje się samotnymi, odrzuconymi. Wręcz niewidzialnymi. 

„Jest to kultura porzucenia i braku zainteresowania. Nie mówię, że wszyscy, ale wielu czuje, iż nie mają wiele lub nic do dania, ponieważ nie mają rzeczywistych przestrzeni, z których wychodząc można by się poczuć wezwanymi. Jak pomyślą, że Bóg istnieje, jeśli od dawna przestali istnieć dla swoich braci? Dobrze wiemy, że nie wystarczy być połączonym przez cały dzień do Internetu, aby czuć się uznanym i kochanym. Poczucie uznanym i zaproszonym do czegoś, to więcej, niż bycie „w sieci”. Oznacza znalezienie przestrzeni, w których z waszymi rękoma, sercem i głową możecie poczuć się częścią większej wspólnoty, która was potrzebuje i której wy również potrzebujecie.” 

Dla nas, miejscami, gdzie możemy na nowo odkrywać wartość i sens każdego życia są grupy, gdzie osoby mogą czuć się dowartościowane pomimo własnej słabości, choroby, niepełnosprawności czy podeszłego wieku. Jednak nie tylko oni. Również wszyscy Ci, którzy cierpią z powodu wykluczenia społecznego, bo są ubogie, bezdomne, cierpią psychicznie, moralnie czy być może znajdują się w trudnej sytuacji życiowej z powodu tragicznego wypadku, śmierć kogoś bliskiego, utraty domu z powodu pożaru, trzęsień ziemi itd. Pamiętajmy, że cierpienie to nie tylko choroba fizyczna. Cierpienia ma naprawdę wiele twarzy i właśnie to MY jesteśmy wezwani do tego, by iść i po prostu kochać, tak, jak Jezus kochał. Miłością bezwarunkową. 

Myślę, że słowa Papieża, są w sposób szczególny posłaniem i zadaniem dla nas: „zawsze można „odnowić się i odrastać”, gdy jest jakaś wspólnota, ciepło domu, w którym można zapuścić korzenie, zapewniające niezbędną ufność i przygotowujące serce do odkrycia nowej perspektywy: perspektywy syna umiłowanego, poszukiwanego, odnalezionego i oddanego na misję. Pan staje się obecny poprzez konkretne twarze. Powiedzieć „tak” tej miłosnej historii, to powiedzieć „tak”, by być narzędziami do budowania w naszych dzielnicach wspólnot kościelnych zdolnych do przemierzania ulic miasta, przyjęcia i nawiązywania nowych relacji. Być „osobą wpływową” w XXI wieku, oznacza być stróżami korzeni, stróżami tego wszystkiego, co przeciwdziała, by nasze życie było ulotne i wyparowało w nicości. Bądźcie stróżami wszystkiego, co pozwala nam czuć się częścią jedni drugich, przynależenia do siebie nawzajem.” 

Gdyby był tu z nami, Błogosławiony Luigi Novarese dałby nam te same zadania: bądź odważny, powiedz „Tak”, nie trać serca, nigdy nie wracaj, nie cofaj się, „droga przed nami jest długa, ale my jeszcze nic nie zrobiliśmy!” i przypomniałby każdemu i każdej z nas, że: „Dzisiaj trzeba czynić słowa!”

(O naszym charyzmacie i mojej wspólnocie można się dowiedzieć więcej na stronie:www.cisi.pl)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *