15 października 2021

Beata Dyko

Judyt Wojująca

Moje podsumowanie 2020 roku

Ostatni dzień roku. Dzień, w którym zazwyczaj robi się podsumowania całego roku. Co nam wyszło, co się wydarzyło, co nam nie wyszło…Wspominamy te dobre i te złe chwile. 

Z pewnością rok 2020 był rokiem specjalnym. Pandemia koronawirusa zatrzymała nie tylko nas, ale cały świat. Kto, by pomyślał, że taki mały wirus może przynieść takie żniwo śmiertelne i chorobowe a przede wszystkim zatrzymać wszystko? Okazało się, że jesteśmy wobec niego całkowicie bezradni i nie pozostaje nam nic innego, jak przeczekać, by chronić tych, którzy byli i są w grupie ryzyka. Nasi rodzice, dziadkowie czy osoby chore…

Pierwsze Triduum Paschalne, bez możliwości uczestnictwa, pierwsze święta wielkanocne…ograniczenia…ograniczenia…ograniczenia… Wydawało się, że świat się kończy. Wielu z nas pytało: kiedy to się skończy i czy w ogóle się skończy? Wielu pytało Boga o to, dlaczego tak się dzieje…I pewnie nikt nie odnalazł właściwej odpowiedzi. 

Ten rok zweryfikował wiele, bardzo wiele. Począwszy od tego, że niektórzy musieli nauczyć się żyć we własnym domu, w rodzinie, że trzeba było odkrywać siebie na nowo, bo przecież w życiu tak wielu osób to praca była na pierwszym miejscu, w wielu rodzinach się mijaliśmy a tu zostaliśmy „zamknięci” w domach i trzeba było uczyć się wspólnie żyć, tak jakby na nowo… Była też zachęta do modlitwy rodzinnej, w domach. Tak jak to było za czasów pierwszych chrześcijan…

Wielu z nas ten czas zaprzepaściła, wielu wręcz przeciwnie, czerpała z niego pełnymi rękoma i dziś może powiedzieć, że pomimo pandemii to był dobry rok. 

To samo się tyczy naszej relacji z Bogiem. Święta wielkanocne i wszystko to, co później miało miejsce zerwały z naszych twarzy maski tzw. religijności i pokazały prawdę, która okazała się gorzka w przyjęciu… To, jak bardzo był i jest to trudny czas dla Kościoła – czyli nas, widać gołym okiem. Jednak uważam, że ten czas pokazał prawdę o nas samych, o naszej wierze i relacji z Bogiem. Z przykrością słucham o tych osobach, które zdecydowały się opuścić Kościół, o tych rodzicach, którzy wypisują własne dzieci z religii, ale widzę też w tym jakiś przełom, tzn., w końcu ludzie jasno się określają. Skoro nie wierzą… A wierzę w to, że jak ktoś był wychowany w wierze to i wróci do Pana Boga, bo Pan Bóg czeka na każdego z nas, z otwartymi ramionami… uważam też, że tak naprawdę każdy wierzy, tylko niestety czasami jest tak poraniony, że nie potrafi odnaleźć drogi do Boga, bo myśli, że to właśnie On jest sprawcą cierpienia i zła…, że nie reaguje…. A przecież Bóg nie może zrobić niczego wbrew naszej woli. Dał nam wolność i ją szanuje. Pamiętajmy o tym za każdym razem, jak przyjdzie nam obwiniać Boga o wszystko. To my dokonujemy w życiu wyborów, podejmujemy decyzje, które niosą za sobą konsekwencje. Czasami gorzkie do przełknięcia. Dlatego warto zastanowić się jaka jest moja relacja z Bogiem, właśnie dziś, w ten ostatni dzień 2020 roku. Czy zbliżyłam się do Niego a może wręcz przeciwnie i dlaczego? Czy potrafię dziś powiedzieć, że czułam/czułem żywą obecność Pana Boga w moim życiu?

Pomyśleć można by było, że ten rok był przez koronawirusa rokiem straconym, bo przecież wiele z naszych planów nie mogliśmy zrealizować. Po raz kolejny życie pokazało nam, że nie jesteśmy panami wszystkiego i nie mamy wpływu na wszystko, jedynie na nasze życia i na to w jaki sposób je przeżyjemy, nawet kiedy sytuacja zewnętrzna nas ogranicza. Poza tym… nic więcej.  

Dziś rano obudziłam się z dwoma myślami; po pierwsze: dziś jest ostatni dzień roku i jutro zacznę 45 rok mojego życia. Dla mnie: aż 45. Jestem ewidentnym przykładem na to, że Pan Bóg mi błogosławi łaską zdrowia, bo pewnie nie powinnam już chodzić po tym świecie. A jednak… Pan ma dla mnie swój plan, inny niż przepowiadali lekarze jak byłam mała i Bogu niech będą dzięki za to zdrowie, co mam. Owszem, choroba się pogłębia, ale Pan daje tyle siły, ile potrzebuję, aby mu służyć i żyć przede wszystkim dla Niego a później dla tych, którzy są na peryferiach, którzy są wykluczeni, którzy cierpią…którzy się pogubili…i modlić się za każdego kto tego potrzebuje… a jest tyle tych intencji… plus ofiara cierpienia… to zawsze mogę robić 🙂

Zaczęłam tak ogólnie, ale ten dzień jest też dla mnie dniem podsumowania i tu druga myśl, która pojawiła się dziś rano: Bogu niech będą dzięki za to, że przeżyłam ten cały rok, wśród otaczającej mnie pandemii koronawirusa, że Pan Bóg dał łaskę i mam nadzieję, że nadal będzie chronił mnie i moją rodzinę przed Covid-19 lub jej mutacją.

Nie wiem jak Wy, ale moja mała osóbka nie zmarnowała tego roku. Owszem było trudno, zwłaszcza, że musiałam i póki co muszę naprawdę siedzieć w domu, dla własnego bezpieczeństwa jednak to wykorzystałam na dokształcanie się, na umocnienie mojej relacji z Bogiem, choć nie jest łatwo, kiedy ma się ograniczony dostęp do sakramentów. Nie jestem gigantką duchową i jeszcze bardzo wiele pracy przede mną, ale staram się, dzień po dniu iść za Tym, który wybrał mnie dla siebie… i starać się Go dobrze naśladować i patrzeć Jego oczyma na otaczający mnie świat i ludzi, i zachowywać się tak, jakby Pan tego chciał ode mnie…

Osiągnęłam wiele w tym roku, zrobiłam dwa kursy, jeden to stawianie stron na wordpressie, drugi to tzw. wirtualna asystentka. Postawiłam dwie strony: jedną parafii, gdzie mój przyjaciel jest proboszczem a drugą moją: www.beatadyko.pl . Kolejne są w planach. Rozwinęłam się pod tym względem, choć jeszcze muszę szlifować i szlifować, ale jak to mówią: „praktyka czyni mistrza”. 

Tak naprawdę okazało się, że w tym roku, siedząc w domu zrobiłam wiele więcej dla własnego rozwoju i o wiele więcej czasu zainwestowałam w siebie niż zazwyczaj, bo jednak jak jeździłam do wspólnoty, czy na rekolekcje, czy z konferencjami to ten czas uciekał. Choć po prostu robiłam inne równie wartościowe rzeczy. Jak jest napisane w Księdze Koheleta: „wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem” (Koh., 3, 1). 

Aktualnie robię dwa inne kursy… mam pod opieką, czyli administruję 3 stronami, prowadzę 3 profile fb, tłumaczę z włoskiego na polski, czytam, oglądam, modlę się …, rozmawiam długie godziny przez telefon… nie nudzę się. Nawet dziś rano moja mama powiedziała do mnie, po tym jak jej oznajmiłam, że dziś muszę tyle zrobić, że ona jeszcze nie słyszała, abym kiedykolwiek wstała rano i powiedziała: Dziś mam luz i nic nie będę robić. Tylko obijać się… Prawda. Nigdy nie umiałam się nudzić.

Ponadto jak tu nie dziękować Bogu za rodzinę, która się powiększyła w tym roku i przyszedł na świat nasz Teoś – mój siostrzeniec… Tyle dobra… Jak tu nie dziękować Bogu za wszystko? Za dobro, ale też za te trudne chwile, wszakże gdyby nie On o wiele trudniej byłoby je przetrwać…

Dlaczego o tym wszystkim Wam piszę? Po części, by dać Wam motywację do działania a nie do narzekania a po części pokazać, że skoro ja, która jest z niepełnosprawnością, choroba postępuje i są dni, kiedy nie mogę się podnieść z łóżka, z bólu to, co dopiero WY. Ci, którzy mają o wiele więcej zdrowia ode mnie. Pomyślcie o tym. Zachęcam.

„Przyjaciele, doszliśmy do końca roku:

mieliśmy cele, których nie osiągnęliśmy,

ale kontynuujmy dążenie do nich w nowym roku.

Ponieważ próba jest ważniejsza od sukcesu,

poszukanie więcej znaczy niż znalezienie,

nadzieja jest piękniejsza i ważniejsza od satysfakcji.” Enzo Bianchi

No właśnie. Taki był ten rok. Rok jak dla mnie wyjątkowy, choć jeden z trudniejszych. Jednak wiem, że wszystko co piękne i dobre rodzi się w bólach, dlatego wierzę, że jeśli nie straciliśmy ani minuty w tym roku i wykorzystaliśmy ten czas najlepiej jak potrafiliśmy to zobaczymy owoce w przyszłości. A nawet jeśli nie, to przecież my mamy tylko siać, a inni będą zbierać owoce, z tego, co zasialiśmy. 

Tak na koniec tego roku nie pozostaje mi nic innego, jak PODZIĘKOWAĆ❤😙 Wam Moi Drodzy, za to, że jesteście na moim FB, Instagramie, Twitterze i teraz już na mojej stronie i w moim życiu, że czytacie moje posty i cytaty, które zamieszczam, że odpowiadacie na moje prośby, jak i za to, że bardzo często otrzymuje od Was słowa zachęty, by dalej to robić, bo dany cytat, dana myśl pomogła Wam w czymś. Gdybym nie widziała w tym sensu, to by mnie tu nie było. Jednak Wasze polubienia, Wasze komentarze, Wasze udostępnienia czy Wasze wiadomości do mnie (priv) pokazują, że warto. Dziękuję też tym, którym może ze mną nie po drodze, ale pomimo wszystko są i też żywo reagują na moje wpisy i to, co się tam pojawia. Myślę, że możemy się różnić pod wieloma względami, ale ważne, by się szanować. 

Cieszę się, że jesteście i jeszcze raz, bardzo Wam wszystkim dziękuję za to, że jesteście.

Niech ten ostatni dzień starego roku będzie dla Was dniem pięknych przemyśleń i dobrym czasem, w obieraniu postanowień na Nowy 2021 rok. Wejdźmy w niego z nadzieją i radością i ufnością, że Pan Bóg nam pobłogosławi w tym Nowym Roku, jeśli tylko zechcemy otworzyć nasze serca na jego Błogosławieństwo. 

Błogosławionego Nowego Roku 2021 dla Was wszystkich.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *