15 października 2021

Beata Dyko

Judyt Wojująca

Do zobaczenia w NIEBIE…

To, czego doświadczyliśmy w tym roku jako Cisi Pracownicy Krzyża tak po ludzku jest nie do ogarnięcia. Jeszcze tak żywe jest w nas pożegnanie ks. Janusza – przecież to dopiero 7 miesięcy jak odszedł do domu Ojca a wczoraj kolejny, Wielki Kapłan odszedł do Pana. Kolejny nasz Moderator Generalny, współbrat, jak dla mnie, święty Kapłan. 

Nigdy nie zapomnę tego, co słyszałam od niego w czasie osobistych rozmów, w czasie moich spowiedzi. Te spowiedzi i rozmowy były i są we mnie po dziś dzień. 

Wielokrotnie mówił mi o czymś, czego wtedy nie do końca rozumiałam, a co później miało miejsce w moim życiu. Kapłan, który miał przenikliwy wzrok. Jego spojrzenie sprawiało, że czułam się, jakby wszystko czytał we mnie. Pamiętam, że moje pierwsze spotkania z nim, w czasie mojej formacji we Włoszech były dla mnie trudne, ponieważ zwyczajnie miałam jakiś lęk w sobie. Świadomość tego, że rozmawiam z pierwszym następcą Bł. Novarese ten lęk potęgował. Choć teraz myślę, że był to raczej wielki szacunek. Później to wszystko minęło, bo i bardziej poznałam ks. Luigino i pamiętam, że po mojej pierwszej z nim rozmowie, to wszystko ustąpiło.

Jak byłam w nowicjacie i moja mama trafiła do szpitala, ks. Luigino widząc jak to przeżywam, bo czekałam na wieści z domu, co się stało itd., wziął mnie pod figurkę Matki Bożej, która stała w holu naszego domu w Rocca Priora i powiedział, byśmy wspólnie odmówili akt zawierzenia Maryi i zawierzyli w ten sposób życie i zdrowie mojej mamy.

Byłam mu za to bardzo wdzięczna, bo od razu poczułam pokój wewnętrzny a już za kilka minut miałam pierwsze wiadomości z domu, które nie okazały się bardzo złymi.

Od zawsze ks. Luigino kierował nasz wzrok na Niepokalaną, sam, oddany syn Maryi, pokazywał nam, jak mamy iść, jak mamy żyć i co robić, by dojść do świętości. Któż z nas nie zapamięta ks. Luigino jako kapłana, z różańcem w ręku, przechadzającego się wokół domu, wśród drzew i natury, modlącego się do Tej, która jest dla każdego z nas Matką. 

Ks. Luigino był zawsze dyspozycyjny. Zawsze dla drugiego człowieka nie tylko jako Ojciec, który wychowuje, ale przede wszystkim Ojciec, który kocha i troszczy się. 

Pamiętam wspólne wieczorne gry, kiedy to przyjeżdżałam już jako siostra do Rocca Priora na moje wakacje i wtedy z nowicjuszami, siostrami, braćmi a także z ks. Luigino graliśmy w gry. Do dziś rozbrzmiewa we mnie jego śmiech, kiedy wygrywał czy radość, jak ktoś się złościł, bo w grze coś mu nie wychodziło albo on kogoś przechytrzył.

Zawsze chodził w sutannie. Takiego go znałam i zapamiętam.  Będąc na moich wakacjach w Rocca Priora widziałam go też bez sutanny, bo pracował na dworze, pamiętam, jak sobie pomyślałam, że dziwny widok, zobaczyć ks. Luigino ubranego normalnie, bez sutanny.

Dla mnie ks. Luigino był Kapłanem przez duże „K”, kapłanem wiernym Panu Bogu i bardzo kochającym Niepokalaną. Bardzo lubiłam uczestniczyć w Mszach Św., które on odprawiał, bo wtedy naprawdę czuć było ducha a patrząc na niego przy ołtarzu, można było dostrzec, że naprawdę dzieje się coś nadzwyczajnego w tym momencie. Kto miał okazję być na Mszy z ks. Luigino, wie o czym piszę.

Wczoraj, 24 maja 2021 roku ks. Luigino odszedł prosto w ramiona Maryi Wspomożycielki Wiernych, Matki Kościoła. Wierzę w to głęboko.

Choć po ludzku jest mi trudno przyjąć to do świadomości, choć po ludzku boli to, że w ciągu roku dwóch Kapłanów, dwóch Wielkich Kapłanów odeszło do Pana to świadomość, że są oni wraz z Bł. Luigim Novarese, s. Elwirą Miriam Psorullą i tak wieloma innymi Siewcami nadziei dodaje otuchy i wiem, że teraz są oni jeszcze bliżej nas, niż byli za życia ziemskiego i wierzę w to, że będą się nami opiekować, będą nas wspierać i prowadzić na tych drogach ku świętości. 

Wiele mogłabym jeszcze pisać o moim doświadczeniu spotkania ks. Luigino. Wiele naszych rozmów pozostanie na zawsze w moim sercu, bo pewnie niektóre z nich dopiero zrozumiem, bo wszystko ma swój czas – jak jest napisane w Słowie Bożym. A dziś pragnę napisać jedno: 

DZIĘKUJĘ.

Przede wszystkim dziękuję Bogu za dar życia ks. Luigino i za jego kapłaństwo.

A teraz Drogi Księże Luigino…

Dziękuję Ci za Twoje towarzyszenie na mojej ścieżce formacyjnej i już jako Cicha Pracownica Krzyża. Dziękuję za Twoje ciepłe słowa, za Twoje wskazówki, co robić i jak żyć. Dziękuję za zrozumienie i Twoje przestrogi. Dziękuję za wspólne podróże, za to, że będąc ze mną na lotnisku, starałeś się z wszystkich sił, abym mogła dolecieć na czas na pogrzeb babci, bo trzeba było przebukować bilet, z powodu błędu w nazwisku. Dziękuję Ci za wspólną modlitwę przy figurce Matki Bożej i za to, że zawsze powtarzałeś mi, iż jedyna droga do Chrystusa jest przez Maryję. Dziękuję Ci za Twoje świadectwo życia w bliskiej relacji z Bogiem, za Twój uśmiech i Twoje oczy pełne głębi i radości.

Dziękuję Ci za to, że to Ty nauczyłeś mnie, iż modlitwa różańcowa jest piękną modlitwą, skuteczną i nie możemy się z nią rozstawać ani na minutę.

Dziękuję ks. Luigino i czuwaj proszę nade mną.

Pozostaniesz na zawsze w mej pamięci. 

Do zobaczenia w Niebie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *