„Módlcie się! Módlcie się dużo! Serce Jezusa i Maryi chcą przez Was okazać (światu) wiele miłosierdzia. Ofiarujcie bezustannie Najwyższemu modlitwy i umartwienia” – drugie spotkanie z Aniołem.

Kontynuujemy nasze wspólne wędrowanie w szkole Maryi, która jest szkołą zawierzenia. Jak pamiętamy podczas pierwszego spotkania, Anioł bardzo zachęcał pastuszków z Fatimy do modlitwy. (Całość 1 części o Fatimie możemy przeczytać: https://beatadyko.pl/maryja-nauczycielka-w-szkole-zawierzenia/ )

Idąc dalej w moich refleksjach na temat objawień w Fatimie, tym razem chciałabym się skupić na drugim spotkaniu z Aniołem. Spotkanie niezwykle bogate w treści. 

Już na samym wstępie Anioł widząc pastuszków bawiących się pyta: „Co robicie?” a po chwili dodaje „Módlcie się! Módlcie się dużo!”. Co to znaczy, módlcie się dużo? Ktoś może powiedzieć: przecież ja modlę się dużo. Z przekorą zapytam: naprawdę nie można by więcej? Wiem sama po sobie, że jeśli modlitwa jest naszym codziennym doświadczeniem Bożej obecności, to Bóg kształtuje nas jak garncarz glinę. Stajemy się wtedy bardziej posłuszni Jego woli, bardziej podobni do Boga i coraz bardziej ufający Temu, który jest Miłością. 

W 1 Liście do Tesaloniczan czytamy: „Uważajcie, aby nikt nie odpłacał złem za złe, zawsze usiłujcie czynić dobrze sobie nawzajem i wobec wszystkich!  Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie!  W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was”. (1 Tes 5, 15-18)

Modlitwa nas przemienia. Im więcej się modlimy tym lepiej potrafimy odróżnić dobro od zła, mniej oceniamy drugiego a przede wszystkim stajemy się bardziej wdzięczni za wszystko, czego doświadczamy w życiu. Modlitwa taka nie jest z przymusu czy lęku przed karą, ale wypływa z miłości do Boga. 

Dziś świat a także Kościół potrzebuje ludzi modlitwy, którzy wstawiają się za innymi. 

Św. Jan Paweł II tak mówił: „W żadnym czasie, w żadnym okresie dziejów – a zwłaszcza w okresie tak przełomowym jak nasz – Kościół nie może zapomnieć o modlitwie, która jest wołaniem o miłosierdzie Boga wobec wielorakiego zła, jakie ciąży nad ludzkością i jakie jej zagraża”. 

To jest też wezwanie dla każdego z nas, bez wyjątku. 

W dalszej części zdania Anioł powiedział: „Serce Jezusa i Maryi chcą przez Was okazać (światu) wiele miłosierdzia. Ofiarujcie bezustannie Najwyższemu modlitwy i umartwienia”.

Przypomnijcie sobie sytuację, kiedy byliście bezradni wobec jakiegoś trudnego doświadczenia, wobec zła, które widzieliście czy którego niestety sami doświadczyliście a następnie jak doświadczyliście Bożego miłosierdzia. Co wtedy czuliście? Czy nie poczuliście gdzieś tam, głęboko wewnątrz Was pragnienie, aby podzielić się tym, czego doświadczyliście z innymi, z drugim człowiekiem, który być może nigdy czegoś takiego nie doświadczył? Czy czując się kochanym przez Boga, kochasz jeszcze bardziej drugiego człowieka, nawet tego na marginesie życia, bo wiesz, że Bóg kocha go tak samo jak Ciebie?

Pan Jezus widząc jak bardzo jednoczymy się z Nim na modlitwie pragnie włączyć nas w dzieło zbawienia świata, pozwalając byśmy szli za Nim i Go naśladowali. W jaki sposób? W ofiarowaniu siebie dla dobra innych ludzi.

A co to znaczy ofiarować siebie? Przede wszystkim to znaczy oddać siebie, poświęcić coś co jest mi drogie, czego pragnę, by w ten sposób okazać miłość Bogu i braciom. 

Anioł mówi o ofiarowaniu modlitwy i umartwienia. A umartwienie to nie tylko poświęcenie czegoś, odmówienie sobie czegoś, ale to też praca nad panowaniem nad sobą. Jest to też umyślne i dobrowolne wyrzekanie się pewnych przyjemności i wygód.

Po, co nam nie wiadomo jakie umartwienia, jeśli naszymi językami ranimy innych, jeśli naszymi zachowaniem sprawiamy innym ból? Jednak to nie wszystko. Umartwienie, ofiarowanie to też umiejętność przyjmowania tego, co przeżywamy w danym momencie i ofiarowywanie tego Bogu. Np. cierpienie, choroba, trudne sytuacje. Nie musimy szukać dodatkowych umartwień. Jak mówi polskie przysłowie: „dosyć dzień ma swojej biedy”. Sama s. Łucja tak pisała po drugim spotkaniu Anioła: „Od tego czasu zaczęliśmy ofiarowywać Bogu wszystko, co nas bolało, ale nie szukaliśmy innych umartwień i pokuty z wyjątkiem godzin przebytych przy powtarzaniu modlitwy, której nas nauczył Anioł”.

Pomyślcie dziś: czy zdarzyło się w ciągu dnia coś, co mogliście ofiarować Bogu a to przeoczyliście lub nie zrobiliście tego, chociaż byliście świadomi, że można to „coś” ofiarować?

Pamiętajcie: dzięki ofiarowywaniu, modlitwie, umartwieniu zmieniamy się także my i nasze serce, ponieważ ofiara czyni nas bardziej zdolnymi do miłości na wzór Jezusa.

Dzieci zapytały Anioła jak mają się umartwiać. A Anioł odpowiedział:

Z wszystkiego, co tylko możecie, zróbcie ofiarę jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi On jest obrażany i dla uproszenia nawrócenia za grzeszników. W ten sposób ściągniecie pokój na waszą Ojczyznę”. 

O tym właśnie pisałam powyżej. Z tego, co mamy, czego doświadczamy. Ofiarowując dobry uczynek lub wyrzeczenie jako wynagrodzenie Bogu, aby zadośćuczynić za zniewagę, którą ktoś popełnił względem Boga. 

Wiemy dobrze, że cierpienie samo w sobie jest złe, ale nabiera ono sensu, kiedy przeżywamy je w imię miłości do Boga i jednoczymy je z Nim i dla Niego. 

Słowa Anioła poruszyły pastuszków tak bardzo, że zapragnęli pełnić we wszystkim wolę Bożą i ratować świat. A przecież to były tylko dzieci! Jakże często brakuje nam takiej dziecięcej wiary, ufności bezgranicznej, bezwarunkowej. Mamy o co prosić…o przymnożenie wiary, na wzór dzieci z Fatimy, o całkowite zaufanie Bogu i Maryi.

Drogi Bracie, Droga Siostro. Dziś jak nigdy wcześniej świat potrzebuje naszych ofiar, naszego wynagradzania Bogu, naszego zadośćuczynienia. Wiecie dobrze, że należąc do rodziny nowarezjańskiej możecie ofiarować Bogu Wasze cierpienie w intencji jakiejś konkretnej osoby, możecie ofiarować trud związany np. wypełnieniem obowiązków czy z nieprzewidzianymi niedogodnościami. Ale też, jeśli tylko chcecie, możecie zrezygnować z drobnych przyjemności: wypicie kawy, zjedzenie cukierka… i uprzedzam już dziś, by nie było później rozczarowania. Być może nie zobaczycie owoców wysłuchanych modlitw, owoców Waszego umartwienia, ale zapewniam Was, że uratują one niejedną osobę… 

Nie sądzicie, że jest to wyjątkowy sposób oddania Jezusowi siebie do dyspozycji, dla ratowania braci?… Mnie ta świadomość porusza do głębi.

Zrozumienie, gotowość do ofiary, zadośćuczynienia, poświęcenia, umartwienia – po ludzku, niejednokrotnie przerastało niejednego z nas. A dzieci? Odpowiadają z ochotą i radością…, bo kochają…, bo ufają… i wiedzą, że tak naprawdę tylko to ma sens. A jeśli jeszcze mogą w ten sposób przyczynić się do uratowania grzeszników, do wyproszenia pokoju… to, czemu nie?!

Wpatrując się w postawę pastuszków, biorąc przykład z ich wiary, bezgranicznej ufności rozważmy słowa Papieża Franciszka, aby stały się one dla nas pomocą w lepszym zrozumieniu tego, co tak naprawdę oznacza autentyczna wiara w Jezusa i bezgraniczna ufność w Jego Miłosierdzie.

Wierzyć w Jezusa oznacza dać Jemu nasze ciało, z pokorą i odwagą Maryi, aby mógł On nadal mieszkać pośród ludzi; oznacza dać Jemu nasze ręce, żeby przygarniać maluczkich i ubogich; nasze nogi, by wychodzić na spotkanie braci; nasze ramiona, aby wspierać słabych i pracować w winnicy Pańskiej; nasz umysł, by myśleć i planować w świetle Ewangelii; i nade wszystko ofiarować nasze serce, aby kochać i podejmować decyzje zgodnie z wolą Bożą. Wszystko to dzieje się dzięki działaniu Ducha Świętego. Tak więc bądźmy narzędziami Boga, by Jezus mógł działać w świecie poprzez nas”.