Chciałabym z Wami podzielić się rewwelacyjną homilią abpa Grzegorza Rysia, którą wygłosił w czerwcu br.

Podopieczni wraz ze swoimi opiekunami należący do Duszpasterstwa Osób Niepełnosprawnych Archidiecezji Łódzkiej w niedzielę 13 czerwca br. w parafii pw. Opatrzności Bożej w Łodzi obchodzili jubileusz 20-lecia swojego istnienia.

Uroczystościom jubileuszowym przewodniczył metropolita łódzki – arcybiskup Grzegorz Ryś, który również wygłosił homilię. Na samym początku abp. Ryś przeprosił za to, że dopiero po 4 latach ma okazję spotkać się osobami należącymi do Duszpasterstwa a następnie im podziękował: „Dziękuję! – 20 lat takiej wspólnoty jest ważne dla was, ale jest ważne także dla całego Kościoła. Dziękuję za to, że tworzycie taką wspólnotę wiary. Mam tę radość, że sam w moim życiu kapłańskim przez długie lata byłem we wspólnocie z osobami niepełnosprawnymi”.

W swojej homilii poruszył wiele ważnych, także dla nas słów, dlatego pragniemy zacytować Wam ją w całości, aby przyniosła ona w Waszym życiu, owoc większej wiary w to, że Bóg wybiera to, co małe, aby stało się wielkim.

„Mogę śmiało powiedzieć, że mnie niepełnosprawni wychowywali do kapłaństwa, bo moja przygoda w Kościele z ludźmi chorymi, z osobami niepełnosprawnymi zaczęła się zaraz po święceniach. Mam bardzo wielu przyjaciół do dzisiaj z tego grona, więc bardzo Wam dziękuję, bo to jest ważne dla całego Kościoła. 

Po tym moim wprowadzeniu pragnę z Wami pomedytować nad tematem, który wyłania się z dzisiejszych czytań. W pierwszym czytaniu prorok Ezechiel zapowiada, że lud Boży się rozwinie, wyrośnie jak piękne drzewo i że wszystkie ptaki będą się w gałęziach tego drzewa gnieździć. Prorok mówił, że drzewo to wyrośnie z małego wierzchołka cedru, który Pan Bóg utnie i później zasadzi w ziemię w na jednej z gór izraelskich. Z tego wierzchołku cedru wyrośnie wielkie drzewo, w którym się będą gnieździć ptaki. Następnie słyszeliśmy w Ewangelii o drzewie, które wyrośnie, takim do którego będą się zlatywać ptaki i w jego cieniu będą zakładać gniazda, ale to drzewo wyrośnie nie z cedru, ale z ziarenka gorczycy. 

Pan Jezus mówiąc o tym chce powiedzieć, że tak się rozwija Królestwo Boże. To, co prorok Ezechiel zapowiedział, w obrazie wielkiego drzewa cedrowego, tak naprawdę wypełnia się w trochę innej formie, takiego drzewa gorczycy, które przyciąga wszystkie stworzenia Boże do siebie. Cedr to jest takie drzewo, o którym Pismo Św. mówi prawie 70 razy, no bo jest też o czym mówić. Cedry są to przepiękne drzewa, bardzo wartościowe, długowieczne, trwałe, szlachetne drzewa. Rosną w Libanie. Wszystkie drewniane elementy świątyni za czasów króla Dawida i Salomona były z cedrów, które sprowadzali z Libanu. 

Ziarnko gorczycy to zupełnie inna historia. Jest kilka rodzajów gorczycy. Np. gorczyca biała, to z niej się wykonuje musztardę, dlatego ona jest ceniona zwłaszcza przez tych, którzy lubią musztardę. Jednak nie o tej gorczycy mówi Pan Jezus. Nie mówi o białej, tylko o gorczycy żółtej. Ona ma najmniejsze ze wszystkich ziaren. Rzeczywiście, takie milimetrowe są te ziarenka gorczycy żółtej, ale w przeciwieństwie do cedru, gorczyca żółta rośnie wszędzie. To jest najbardziej pospolity krzak, trudno powiedzieć, że drzewo, bo jak urośnie drzewo to ma najwyżej dwa albo 3 metry. Jest takim drzewem, którego nikt prawie nie ceni. To drzewo nawet nie nadaje się za bardzo do pieca i nie sensu tym palić, bo to się człowiek tylko umęczy a ciepła z tego nie ma. 

Drzewo gorczyczne, o którym mówi Pan Jezus jest takie niesłychanie pospolite, malutkie, przez ludzi kompletnie nie cenione. A gdzie tam tej gorczycy do cedru: wielkiego, fantastycznego, szlachetnego. Kiedy popatrzycie na te obrazy to odkryjecie, że inaczej niż człowiek Pan Jezus wybiera w swoim życiu podobieństwo do ziarnka gorczycy a nie do tego szlachetnego cedru. Pan Jezus wybrał życie niesłychanie proste, niesłychanie pospolite, bardzo, ale to bardzo uniżone i wybrał takie życie, które przez ludzi jest powszechnie wzgardzone. Poczynając od swoich narodzin, pamiętacie, że Pan Jezus urodził się w Nazarecie a jeden z Jego późniejszych uczniów na wiadomość o tym, że pojawił się Mesjasz mówi: „Może być co dobrego z Nazaretu?”. Jak się można urodzić w takiej dziurze? Co to za miejsce? 

Byłem kiedyś ze swoją wspólnotą niepełnosprawnych w Ziemi Świętej i robiliśmy tam niesamowitą furorę. Czterdzieści kilka osób na wózkach. Pamiętam jakie wrażenie na nich zrobił Nazaret, miejsce, gdzie mieszkała Matka Boża, gdzie Pan Jezus się począł. Mieszkanie Matki Bożej to była jaskinia, grota. Nie żadne wyjątkowe mieszkanie. Jak ktoś chciał mieszkać wtedy w pałacach to mieszkał w Rzymie albo w Jerozolimie. Nazaret – dziura nad dziurami. Nieistniejąca miejscowość. W Piśmie Św. Starego Testamentu Nazaret nigdy nie jest wymieniony. Jakby tam nie mieszkała Maryja i Pan Jezus to nikt, by nigdy nie słyszał o Nazarecie. To jest właśnie ziarnko gorczycy. Malutki, z wyboru. Nie dlatego, że tak mu się życie poukładało. Jezus mógł mieć każde życie, będąc Synem Boga. Poczęcie wybrał w miejscu, o którym nikt nie potrafi powiedzieć żadnego dobrego słowa. Narodziny wybrał w stajni a śmierć dla siebie wybrał na Krzyżu, czyli śmierć niewolnika. Wtedy jak tak umarł został jak to ziarnko gorczycy, malutkie, przez wszystkich odrzucony, złożony w ziemi. Jakby zasiany i z tego zasianego ziarnka gorczycy wyrosło Królestwo Boże. 

My wszyscy gnieździmy się w tym drzewie Królestwa Bożego.

Mówię Wam o tym, żebyście zachwycili się tymi wyborami, które dokonuje Pan Bóg. Pan Bóg wybiera to, co małe. Pan Bóg wybiera to, co ludzie nisko sobie cenią, czasami wprost tym gardzą. Czasami odsuwają na margines. A Bóg właśnie to wybiera. 

W ostatnim czasie w naszym Kościele otrzymujemy dwa potężne znaki, które szczególnie Wam powinny być bliskie. We wrześniu, 12 września będzie beatyfikacja ks. Prymasa Wyszyńskiego, ale także Matki Elżbiety Róży Czackiej. To bardzo piękne, że tych dwoje zostanie razem ogłoszonych Błogosławionymi, bo oni się bardzo dobrze znali. Ks. Prymas Wyszyński o Matce Róży mówił: „Matka” także w odniesieniu do siebie. Zachowane jest kazanie, które ks. Prymas Wyszyński wygłosił na jej pogrzebie. On prowadził cały pogrzeb i mówił słowo, i całe kazanie mówił o niej: „nasza Matka”. Byli sobie bardzo bliscy więc nie wiem na ile znacie życiorys Matki Czackiej, ale to jest osoba, która mając 22 lata życia straciła wzrok. Jak się urodziła to mówiono o tym, że jest takie niebezpieczeństwo, bo w jej rodzinie osoby miały kłopot ze wzrokiem. Jednak ostatecznie mówiono: wszystko będzie dobrze. Wielka hrabiowska rodzina, bogata. Jako dziecko uczyła się w domu, rodzice zajmowali się jej edukacją i umiała 4 języki. No, ale ten wzrok słabł i słabł. Tą utratę wzroku pogłębił upadek z konia. Kochała jeździć konno. Jej bracia widzieli, że coraz gorzej jeździ i nie wiedzieli, dlaczego a ona po prostu nie widziała przeszkód. No i w końcu w 22 roku życia zawieziono ją do pewnego lekarza, okulisty, wybitnego fachowca, który jej powiedział prosto z mostu: „Pani już nigdy nie będzie widzieć”. To był taki strzał, że trzy dni nie wychodziła z mieszkania, zamknęła się w swoim pokoju, z nikim nie rozmawiała. Po 3 dniach wyszła, zawołała służącą i powiedziała: „pakuj walizki, jedziemy na zachód Europy i będziemy się uczyć jak pomagać niewidomym”. Odbyła podróż po zachodzie, zwłaszcza po Francji, żeby się nauczyć nowoczesnej pomocy ludziom niewidzącym. Po powrocie stworzyła towarzystwo takie, które służyło ludziom ociemniałym a później ogromny ośrodek dla nich, do dzisiaj działający w Laskach, pod Warszawą. Dla prowadzenia tego ośrodka, tego Domu założyła też zakon Sióstr Franciszkanek. Chciała przyjąć franciszkański model życia, czyli taki maksymalnie ubogi, tak jak św. Franciszek: on nie był ubogi, że miał mało, ale on był ubogi, bo nie miał nic. Rozumiała, że jeśli to dzieło ma funkcjonować to ona musi stać się kimś najmniejszym. Nie hrabianką, wielce wykształconą z możliwościami. Nie, ale to, co miało zagwarantować ciągłość tego dzieła, to to, że musiała żyć sama po franciszkańsku. To jest niesamowite miejsce. Jak się tam wybierzecie to zobaczycie bardzo wiele: najpierw dzieci, później dorosłych, niewidomych, którzy tam się uczą życia, uczą się pracy, zdobywania zawodu a sercem tego miejsca jest wspólnota Sióstr, z których bardzo wiele jest niedowidzących, nawet bardzo. Wszyscy są niesłychanie czynni i aktywni. Nie udają, że są zdrowi. Matka Elżbieta Róża Czacka mówiła wyraźnie, będąc sama niewidomą: „Jest w życiu Krzyż i trzeba go wziąć”. Jednocześnie uczyła ich jak największej aktywności zgodnie z ich możliwościami. 

To nie jest tak, że choroba, niepełnosprawność odbiera człowiekowi zdolność rozwoju, czynienia dobra. Nie. To, co jest możliwe, co jest w zasięgu możliwości trzeba czynić, trzeba się rozwijać, trzeba być aktywnym. Bardzo pięknie łączyła te dwie myśli. 

Zobaczcie: Kościół właśnie taką osobę wynosi na ołtarze, żeby ją pokazać: takich ludzi potrzebujemy, którzy potrafią słabość przekuwać na niesamowity czyn, w połączeniu z Chrystusem, który jest najmniejszy na Krzyżu.

Ostatni w Polsce beatyfikowany, 2 lata temu był bł. Michał Giedroyć. Też był z rodziny książęcej, litewskiej rodziny książęcej. Był niepełnosprawny, całe życie chodził o kulach. To wtedy w XV wieku, wykluczało go i oznaczało zamknięcie możliwości życiowych. Przyjęto go do zakonu Braci Augustianów od Pokuty, ale nie mógł być księdzem, nie mógł studiować. Co mógł robić? Mógł być zakrystianem. Pilnować by obrus był wyprany, by bielizna kielichowa była czysta, by hostie były świeże, by zawsze było wino do Mszy, układać kwiaty, pilnować, żeby Kościół był wysprzątany. Wystarczy, żeby osiągnąć świętość? Wystarczy. Umarł. Cały Kraków był na pogrzebie tego zakonnika. Żaden Król nie miał takiego pogrzebu w Krakowie jak Michał Giedroyć. Prosty zakrystiani. Układał kwiatki, prał bieliznę kielichową, przynosił hostie na ołtarz. Ci, którzy opisują jego życie mówią, że: robił najprostsze rzeczy w wielki sposób. 

Te dwie beatyfikacje pokazują, że na szczęście Pan Jezus z Nazaretu i z Golgoty, wychowuje swój Kościół i że Kościół idąc po Jego śladach rozumie najmniejsze, najdrobniejsze dobro i że Kościół ma wyczucie, że to autentyczne życie i Królestwo Boże jest tam, gdzie są ludzie jak ziarenka gorczycy. Niekoniecznie tam, gdzie są ludzie jak rozłożyste cedry libańskie. Dlatego jeśli siebie widzicie bardziej w tym ziarenku gorczycy niż w cedrach z Libanu to dziękujcie Panu Bogu, bo Wam wyznaczył zaszczytne miejsce tuż przy sobie. Tak jak sam dla siebie wybrał a razem módlmy się za Kościół, aby to coraz bardziej rozumiał i żeby się nie rozmijał z Panem Jezusem w rozumieniu tego, co naprawdę jest ważne i co naprawdę jest życiodajne, i gdzie jest w Kościele prawdziwa wielkość. Amen”.

Źródło: „Bóg wybiera to, co małe” – Homilia Księdza Arcybiskupa Grzegorza Rysia wygłoszona podczas jubileusz 20-lecia istnienia Duszpasterstwa Osób Niepełnosprawnych Archidiecezji Łódzkiej na kanale YouTube archidiecezji łódzkiej.